Yaki - logo
Tomaszów Mazowiecki

Nawigator: Strona główna > O autorze > Tomaszów Mazowiecki

Ta strona jest poświęcona miastu w którym przyszło mi mieszkać od 23 października 2000 roku do 1 marca 2001 roku.

Tekst udostępniony czytelnikom portalu www.tomaszow.pl od 12 lutego 2002

Notatki o Tomaszowie:
Pierwsza wizyta w Tomaszowie (10/11/2000)
Psi los (15/12/2000)
Komunikacja publiczna (02/02/2001)

Psi los

        Już na pierwszy rzut oka widać, że po Tomaszowie błąka się wiele bezpańskich psów. Ten, kto przeczytał pierwsze zdanie wie już, że to nie będzie wesoły tekst, ale zachęcam do dalszej lektury - nie wszystkie tematy muszą być zabawne. Zaryzykuję twierdzenie, że psów wszelkiej maści, a głównie tych, których rasy nie da się określić, błąka się po Tomaszowie więcej niż w innych miastach.
        Przez pierwsze dwa tygodnie mojego pobytu w Tomaszowie dzień w dzień na przystanku w drodze do pracy spotykałem smutną i wyczekującą czarną suczkę. Nie piszczała, nie uciekała przed ludźmi, a wręcz przeciwnie w każdym przechodniu starała się rozpoznać swojego zaginionego pana. Robiło się coraz zimniej, aż pewnego dnia zobaczyłem ją leżącą w tym samym miejscu, lecz już nieruchomą. Nieruchomą - to takie ładne słowo, a pies po prostu już nie żył, potrącony lub zamarznięty. Wszystkim się teraz pewno zrobiło smutno, tak jak mnie wtedy. Sam sobie robiłem wyrzuty, że coś mogłem zrobić. Przyznam jednak, że nie wiedziałem co. Nie mogę wziąć psa do domu, a schroniska dla zwierząt w Tomaszowie nie ma (*). Poczułem się usprawiedliwiony, ale gorycz tego, że nikomu nic nie winne zwierzę nie żyje, pozostała - stąd te kilka słów.
        Niestety wokół przystanku biegają już kolejne psy. Skąd one się biorą? Znam jedną z odpowiedzi na to pytanie. Pies - szczególnie nierasowy - jest wspaniałym prezentem - niezwykle o niego łatwo i jest bardzo tani, a obdarowywanemu miło jest dostać w prezencie coś, co jest ciepłe, rusza się bez baterii i do tego jeszcze popiskuje. Wszyscy kochają wtedy takiego małego szczeniaczka. Problemy zaczynają się niestety już wkrótce. Pies zaczyna psocić, trzeba go wyprowadzać, przygotowywać posiłek dla jeszcze jednego domownika, wyrasta na większego niż wszyscy się spodziewali. To jest początek końca psiego życia - nie muszę opisywać, co się dzieje dalej.
        Nie przyjmujcie w prezencie psiego życia, jeśli nie jesteście pewni, że podołacie. Czyjegoś życia nie można też brać na próbę. Psa trzeba traktować jak dziecko, które na zawsze dzieckiem pozostanie. Nie wyrzucamy na ulicę dzieci - przynajmniej na ogół - nie wolno nam też tego robić z psami. Problem porzuconych na ulicy psów polecam zaś uwadze władz miasta.


(*)Jak się później dowiedziałem w Tomaszowie Mazowieckim jest jednak schronisko.