Yaki - logo

Łódź - ciekawostki i humor

Nawigator: Strona główna > O autorze > Łódź > Ciekawostki

Poniżej najciekawsze informacje o Łodzi, jakie udało mi się znaleźć. Jeśli nie będą użyteczne - to trudno, może za to będą ciekawe lub zabawne

  • Kasztanowce 2005
    W 2002 zapisąłem, że kasztanowce nie miały już prawie liści w sierpniu. W tym roku miały je jeszcze w ostatnich dniach października ... ale tylko w Łodzi, czyli tam, gdzie mieszkańcy lub służby miejskie usuwają liście na których zimuje szrotówek. Poza miastem, na wsiach, mieszkańcy nie cenią chyba sobie kasztanowców, bo tam nikt nie uprząta liści ... i efekt jest łatwo widoczny - tam kasztanowce nie przetrwają długo.

  • Ryanair na Lublinku
    W niedzielę 30 października 2005 roku wylądował a potem wystartował Boeing 737 linii lotniczych Ryanair rozpoczynając regularne połączenie między łódzkim lotniskiem Lublinek a lotniskiem Stansted (Londyn). Łodzianie mają nadzieję, że tym razem loty międzynarodowe utrzymają się (poprzednio loty do Kolonii i Kopenhagi zostały wstrzymane z braku zainteresowania (czytaj "wysokich cen za przelot"), a loty do Warszawy realizowane przez PLL Lot nie dość, że drogie, to jeszcze regularniej były odwoływane niż się odbywały.
  • Korekta
    W ciekawostce dotyczącej "Łódzkiej mowy" podałem, że Łódź była pierwszym miastem polskim w jakim pojawiły się elektryczne tramwaje - niestety myliłem się - wszystko wskazuje na to, że pierwszy był Poznań, gdzie elektryczny tramwaj pojawił się 6 marca 1898 roku, czyli ponad pół roku wcześniej niż w Łodzi.
  • Naj ... głupsze decyzje prezydenta Łodzi Pana Kropiwnickiego
    Łódź w opinii wielu niełodzian, którzy w Łodzi nigdy nie byli ma opinię miasta szarego, smutnego, biednego i nieciekawego. Jest to stereotyp daleki od prawdy z czego się cieszę, ale chciałbym by jak najwięcej osób mogło się o tym przekonać osobiście i zarzucić ten niepochlebny stereotyp. Dzięki Paradzie Techno, jaka przez sześć kolejnych lat odbywała się w Łodzi zjeżdżała tu młodzież prawie z całej Polski, mogli się przekonać jaka ta Łodź właściwie jest. Warto dodać, że takie parady odbywają się zazwyczaj w stolicach, jest taka w Paryżu, jest w Berlinie, a w Polsce odbywała się w Łodzi. Sam nie jestem wielbicielem techno, ale nie dla mnie przecież parada była organizowana. W 2003 roku parada nie odbędzie się. Negatywną decyzję wydał prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki. Swoją opinię wsparł na zdaniu Zarządu Dróg i Transportu Urzędu Miasta Łodzi - instytucji mu podległej, który uważa ża parada zablokowałaby ważne arterie miasta powodując korki. Temu samemu urzędowi nie przeszkadza blokowanie tych dróg w czasie Wyścigu Solidarności, czy procesji eucharystycznej. Opinię, że "po hali też można paradować", co miało stanowić argument przeciwko przemarszowi parady wydał też Pan Grzegorz Szatiło z wydziału spraw społecznych Urzędu Miasta Łodzi. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że Pan Kropiwnicki tak naprawdę kierował się względami ideologicznymi - Pan Kropiwnicki walczył o wolność, ale taką która jemu pasuje - z prawdziwą wolnością nie ma to nic wspólnego, chciał tylko zamienić jedną ideologię na inną. A decyzja o tym że parady nie będzie pewno zapadła już wcześniej i stąd tajemnicze zniknięcie wzmianki o dofinansowaniu parady w podpisanej 15 stycznia 2003 roku uchwale budżetowej. Pani Marzena Korosteńska z biura prasowego Urzędu Miasta Łodzi będzie teraz zapewne wymyślać jakąś sensowną przyczynę tego "błędu" - powodzenia.
    Żeby było śmieszniej w tym roku w Łodzi nie odbędzie się również Festiwal Grafitti - kolejna impreza, która promowała miasto. Pisma od organizatorów festiwalu nie trafiły na biurko Mirosława Orzechowskiego, wiceprezydenta odpowiedzialnego za kulturę, który miał wydać decyzję. Pan Mirosław Orzechowski będzie teraz sprawdzał, dlaczego tak się stało. Panu Orzechowskiemu można pogratulować porządku w podległym mu dziale, a festiwal odbędzie się w Bełchatowie, którego władze wydały decyzję w ciągu czterech dni, zapewniając nawet bazę noclegową dla wszystkich gości. Czy wierzę w wyjaśnienia Pana Orzechowskiego? Oczywiście, że nie. Jestem więcej niż pewien, że ten "bałagan" miał identyczne podstawy jak przy decyzji o Paradzie Techno.

    Dlaczego o tym piszę? Niestety mogę sobie pluć w brodę, bo na Pana Kropiwnickiego głosowałem w czasie wyborów prezydenta miasta. Pan Jagiełło z SLD zamieszany w szwindle z uzyskaniem tytułu magistra pomijając jego wcześniejszą nieudolność, nie był alternatywą. Dziś wiem, że powinienem dopełnić obowiązku i pójść na wybory, ale oddać głos nieważny - przynajmniej miałbym czyste sumienie i wiedział, że nie przyłożyłem ręki do wyboru na prezydenta miasta kogoś, kto połączy tę funkcję z czymś w rodzaju I sekretarza KW PZPR - Pan Kropiwnicki jest potwierdzeniem zasady mówiącej o przejmowaniu przez ofiarę metod swojego prześladowcy. Zabawa z Panem Kropiwnickim zaczęła się od narzucenia przez niego dyrektora artystycznego Teatru Nowego - czy miał prawo? Miał! Ale czy to musiał być jego kolega? Wymieniłem wszystkich "ludzi prezydenta", którzy wypowiadali się w sprawie parady. Gazety, które podały nazwiska tych ludzi szybko znikną, ale na mojej stronie pozostaną i mam nadzieję, że kiedyś, ktoś wpisujący je do wyszukiwarki trafi na tę stronę i dowie się jak wierni są oni swojemu mentorowi ... a zapewne i każdemu innemu, bo śmiało można założyć, że jest to grupa tak zwanych "ludzi dyspozycyjnych". Pan Kropiwnicki zasłynął też z zatrudnienia 16 pełnomocników z pensją 4,5 tysiąca każdy zdobywając trafne określenie "Ojca Wirgiliusza", są to:

    • Wojciech Łaszkiewicz - koordynator zespołu doradców,
    • Wojciech michalski - poprzedni koordynator (do lutego 2003),
    • Grażyna Korasiewicz - pełnomocnik ds. ekonomicznych,
    • Paweł Wojciechowski - pełnomocnik ds. młodzieży,
    • Krzysztof Klajs - pełnomocnik ds. medialnego wizerunku Łodzi,
    • Janusz Michaluk - pełnomocnik ds. strategii promocji Łodzi
    • Dariusz Rospendek - pełnomocnik ds. jakości,
    • Małgorzata Prędka - pełnomocnik ds. niepełnosprawnych,
    • Anna Szolc-Kowalska - pełnomocnik ds. alkoholowych,
    • Paweł Czernek - pełnomocnik ds. informacji niejawnych,
    • Krzysztof Rutkowski - pełnomocnik ds. bezpieczeństwa,
    • Jerzy Widzyk - pełnomocnik ds. infrastruktury,
    • Marek Czajowski - pełnomocnik ds. informatyki,
    • Jacek Kędzierski - pełnomocnik ds. prawnych,
    • Ireneusz Wosik - pełnomocnik ds. skarg i wniosków,
    • Małgorzata Bartyzel - pełnomocnik ds. kultury.
    Kim są ci ludzie? Zapewne też dobrymi znajomymi Pana Kropiwnickiego. Niech pamięć o nich nigdy nie zaginie.
    I tak to w Łodzi wygląda promocja miasta ....
    Tekst przygotowany na podstawie dodatku lokalnego Gazety Wyborczej z 18 lipca 2003 artykuł Krzysztofa Kowalewicza i Marcina Kwintkiewicza "Dycezja: Łódź nie od parady", 6 sierpnia 2003 artykuł Kwinto "Młodzi z Łodzi", Dziennika Łódzkiego z 29 lipca 2003 artykuł JXB "Gdzie "zniknęły" pieniądze na paradę?", Kurier Piotrkowskiej z 26 lipca 2003 artykuł "Ojciec Wirgiliusz"
  • Największe w Łodzi - cmentarz żydowski
    Z trudem można znaleźć w Łodzi coś co jest "naj", o tym, że są takie rzeczy mało który łodzianin wie. Moja wizyta na cmentarzu żydowskim zaowocowała kilkoma "naj" za jednym zamachem. Łódzki cmentarz żydowski jest największym żydowskim cmentarzem w Europie; całość ma 42 hektary, pochowanych jest na nim 210-220 tysięcy zmarłych, znajduje się na nim około 180 tysięcy macew, czyli tablic nagrobnych; nie wszystkie groby są oznaczone w ten sposób, znaczna część zmarłych to zabici w łódzkim getcie - tym ludziom już nie miał kto wystawić pomnika; warszawski cmentarz żydowski jest mniejszy i ma 33 hektary, choć trzeba oddać sprawiedliwość, że na warszawskim cmentarzu pochowanych jest więcej zmarłych. Łódzki cmentarz jest też jednym z trzech w Europie, na którym znajdują się tak zwane obejścia grobowe, czyli pomniki zbudowane dla całej rodziny, przy czym są one dziełami sztuki każdy z osobna; podobne obejścia grobowe znajdują się jeszcze we Wrocławiu i Berlinie. Na cmentarzu jest też największa na świecie żydowska budowla cmentarna i jest nią grób Izraela Poznańskiego - Poznański ostro rywalizował z Karolem Scheiblerem, który na cmentarzu ewangelickim przy ulicy Ogrodowej wybudował sobie niemal katedrę; Poznański postanowił postawić sobie na cmentarzu żydowskim coś jeszcze większego. Na łódzkim cmentarzu żydowskim znajduje się też największy na świecie żydowski dom przedpogrzebowy; dodam że ma też niesamowitą akustykę.
    Zwiedzanie cmentarza odbyło się w ramach zorganizowanego przeze mnie wypadu; udałem się tam wraz ze znajomymi i osobami, które były zainteresowane historią cmentarza i łódzkich Żydów - ale szczególne brawa należą się naszemu przewodnikowi; nie wymienię go tu z imienia i nazwiska, bo nie mam na to zgody, ale był naprawdę fantastyczny. Zamiast zaplanowanych dwóch godzin zwiedzanie trwało prawie trzy godziny i nikomu nie przeszkadzało, że co jakiś czas padał deszcz. Znaleźli się już kolejni chętni do takiego zwiedzania cmentarza żydowskiego i mam nadzieję, że uda mi się zorganizować kolejną eskapadę - chętnych proszę o kontakt.
  • To jest siajowe!
    Nim napiszę skąd się wzięło to określenie, a dowiedziałem się właśnie dzisiaj 13 czerwca 2003 roku, ciekaw jestem, czy ktoś z szanownych czytelników zna genezę tego typowo łódzkiego powiedzenia. Jest już 30 czerwca a nie dotarł do mnie żadem komentarz dotyczący słowa "siajowe"! Nikt tu nie zagląda, nikt nie wie skąd to słowo, czy też nikt tego słowa w życiu nie słyszał???
    Chyba rzeczywiście nikt tu nie zagląda, szkoda, widać piszę to tylko sobie a muzom - trudno. O pochodzeniu określenia "To jest siajowe" dowiedziałem się w czasie zwiedzania cmentarza żydowskiego w Łodzi. Zaraz po wejściu na cmentarz z prawej strony znajduje się grób rodzinny osoby, której zawdzięczamy to powiedzenie. Słowo "siajowe" kojarzy się z czymś podłej jakości, niewiele wartym. Ów pochowany na cmentarzu człowiek był właścicielem fabryki produkującym kiepskiej jakości i tanie materiały; te materiały mocno go rozsławiły, a nazywał się .... Siaja Rosenblat - co chyba wszystko wyjaśnia.
  • Las Łagiewnicki
    Nie wszyscy mieszkańcy Łodzi, o Polsce nie wspominając, zdają sobie sprawę z tego, że Las Łagiewnicki jest największym miejskim kompleksem leśnym w Europie; na drugim miejscu jest Lasek Buloński w Paryżu.
  • Łódzka mowa
    "Weź migawkę, pojedź na krańcówkę i kup angielkę - nie zapomnij zapakować jej w tytkę." - słowa "migawka", "krańcówka", "angielka" używane są tylko w Łodzi. "Tytka" poza Łodzią występuje też w Wielkopolsce (więcej o wielkopolskiej gwarze można znaleźć na tej zaprzyjaźnionej zresztą stronie) i na Śląsku. Reszta świata mówi odpowiednio: "bilet okresowy", "ostatni przystanek (tramwaju lub autobusu; teren pętli tramwajowej - miejsca, gdzie tramwaj zawraca)", "bułka wrocławska" i "torebka papierowa". Łódź jako pierwsze miasto polskie (patrz korekta) miało od 23 grudnia 1898 roku sieć elektrycznej komunikacji tramwajowej (warszawscy lokalni patroci twierdzą, że pierwsza była Warszawa, ale podają nieprawdę - w tej konkurencji stolica przegrała). Ta sieć bardzo szybko się rozwinęła i należy do jednej z największych w Europie. W ślad za pojawieniem się tego nowoczesnego jak na owe czasy środka transportu publicznego Łodzianie wynaleźli słowa do opisu związanych z nim przedmiotów, właśnie "migawki" i "krańcówki". Moja kuzynka z Warszawy miała okazję zapoznać się ze słowem "krańcówka" w praktyce; chciała kupić bilet jednodniowy w kiosku, ale kioskarz akurat nie miał i mówił jej żeby poszła na nieodległą krańcówkę, kuzynka dopytywała gdzie jest to magiczne miejsce, a kioskarz mówił coraz głośniej "Na krańcówce" - dobrze że byłem w pobliżu ;-) Dlaczego bułka wrocławska nazywa się w Łodzi "angielką" - nie mam pojęcia. "Tytka" pochodzi od niemieckigo die tüte, oznaczającego właśnie papierową torbę. Tytka odchodzi już dziś w zapomnienie - wraz z papierowymi torbami, które zostały zastąpione przez foliowe reklamówki.
  • Linia szpitalna
    linia autobusu numer 70 powinna zdecydowanie zmienić nazwę na bardziej znaczącą, a mianowicie na linię "szpitalną", trasa tego autobusu przebiega koło szpitala Barlickiego, szpitala Korczaka, szpitala przy Milionowej (nie wiem jak się nazywa) i szpitala Centrum Zdrowia Matki-Polki. Ciekawe, czy to przypadek, czy jest to przejaw jakiejś głębszej logiki.
  • Tajemnicze zapowiedzi
    na początku 2001 roku w autobusach (a przynajmniej w tych nowszych) zmieniono głos lektora zapowiadającego przystanki. Poprzedni był po prostu koszmarny i aż przykro go było słuchać. Nowy, poza wspaniałą dykcją wniósł coś jeszcze - atmosferę tajemniczości. Nazwy wypowiadane są w taki sposób, że przypominają zaklęcia. Jak się okazało zapowiedzi czyta Tomasz Boruszczak - prezenter łódzkiego oddziału TVP.
  • Oryginalna nazwa ulicy
    Łódzcy radni wykazali się niebywałą oryginalnością zmieniając nazwę ulicy "Teresy" na "Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus". Pomijam już kłopot z wypisywaniem takiej nazwy w adresie - można przecież sobie skrócić i napisać "Św. Teresy od Dz.J". Nie przewidzieli jednak, że pasażerowie jadącego tą ulicą autobusu linii 87 z lektorem zapowiadającym przystanki będą musieli wysłuchać tej nazwy w całości dokładnie 6 razy (kiedy się jeździ tamtędy dwa razy dziennie, do i z pracy, można dostać cholery). Co więcej pobożna nazwa ulicy pada w tak niecodziennych zestawieniach, jak "Następny przystanek Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus - przesypownia cementu".
    Od jakiegoś czasu nazwa jest czytana w skróconej wersji "Świętej Teresy - przesypownia cementu".
  • Łódzkie rzeczki
    Czy ktoś kojarzy Łódź z rzeką? Chyba nie. A jednak pozostało ich jeszcze na terenie miasta aż 18 o łącznej długości 126 km. Są wśród nich: Sokołówka, Bzura, Ner, Łagiewniczanka, Aniołówka, Wrząca Woda, Zimna Woda, Karolewka, Bałutka, Łódka, Jasień. To właśnie duża ilość strumieni i rzeczek o krystalicznie czystej wodzie skłoniła Rajmunda Rembielińskiego do zapoczątkowania w Łodzi przemysłu włókienniczego. Strumienie dostarczały energii dla maszyn włókienniczych, a także miękkiej wody niezbędnej przy barwieniu tkanin. Rozwój miasta spowodował, że teren był coraz bardziej niwelowany, znikały pagórki i doliny, a wraz z nimi zanikały łódzkie rzeczki. Dziś już całkiem skryły się przed oczami mieszkańców.

    Na podstawie "Gazety Wyborczej" dodatek "Gazeta Łódzka" Nr 247 z 22 października 2001r.

    Dawna Łódka płynie jeszcze pod torami tramwajowymi przy zabytkowej krańcówce (bo to chyba najstarsza krańcówka na świecie, a słowo "krańcówka" używane jest tylko w Łodzi) na ulicy Północnej.
  • Nietoperze
    19 sierpnia 2002 g. 21:00 Park im. Adama Mickiewicza (Park Julianowski) prawie pełnia księżyca, siedząc na ławce nad stawem można podziwiać bezszelestny, ekwilibrystyczny lot kilku nietoperzy.
  • Kasztanowce
    2002 rok - w sierpniu kasztanowce straszą już prawie bezlistnymi konarami, czy wytrzymają następne lata?