Nagłówek - jeśli go nie widać, skorzystaj proszę z odnośników na dole strony
Stryjenka Ludwika zaprasza do wpisania się do Księgi Gości witryny - zostaw ślad po swojej wizycie
Genealogia od strony teoretycznej i praktycznej

Copyright © 1999-2010 Jacek Kubis

Nawigator: Strona główna > Społeczność genealogów polskich > II OSG Rospuda 2005

W tym dziale

III Ogólnopolski Spływ Genealogów odsłona II BRDA 2006

II Ogólnopolski Spływ Genealogów
ROSPUDA 2005

Strona 1 2 3 4 5 6

8 lipca 2005, piątek, 3 dzień spływu

 

Tym razem nauczeni doświadczeniem tych "którzy zaginęli na jeziorze" bardzo dokładnie ustalaliśmy gdzie i jak płynąć. Pogoda była przepiękna. Załogi powoli wyruszały w rejs.

 

Schwytani na jeziorze (od lewej) Maciej Śliwowski (jak się okazało bardzo doświadczony kajakarz) z Radkiem Feltynowskim. Aneta Terek, Wiktoria Terek i Maciej Terek - ta osada była moim zdaniem najbardziej rozbawiona - gdzie nie popłyneli zawsze było słychać jak się śmieją.
Świat w tym czasie przeżywał dramat eksplozji w londyńskim metrze, my byliśmy w najbezpieczniejszym zakątku Europy w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje.

 

Załoga Zbyszka Szybki i Pelagii Szybki na bezmiarze wód. Pamiętam, że zapytali mnie wtedy jak daleko jeszcze. To jezioro było dosyć kłopotliwe, płyneło się i płyneło, za każdym kolejnym cyplem widać było, że nadal nie ma jeszcze ujścia do rzeki, do tego trzeba było płynąć pod wiatr. Na ich pytanie odpowiedziałem, że rzeka jest już blisko tuż za następnym cyplem. Mam nadzieję, że nie gniewają się na mnie, bo rzeka była za n-tym cyplem - to chyba jedno z najdłuższych jezior świata. Wreszcie dopłyneliśmy do bardzo fajnego młyna, gdzie wieczór spędziliśmy doprowadzając się do porządku pod prysznicami z ciepłą wodą (proszę sobie wyobrazić, że regulowanie ciepłej wody odbywało się za pomocą chipa elektronicznego - technika zawędrowała już w najdziksze ostępy). Miejsce urocze, bo raz że tak jak na całej dotychczasowej trasie ludzi prawie nie było widać, to na biwakowiczów czekały w/w prysznice, plac zabaw dla dzieci, grill i zimne piwo w barze.

 

Zdjęcie po lewej ma charakter dowodowy. Trzy ekipy - nie wymieniając z nazwiska Krzysztof, Anna, Andrzej, Tomasz, Piotr i Joanna - poddały się na trasie i zostały dotransportowane. Wszyscy byli oburzeni postawą niegodną spływowicza, ale po cichu wszyscy pewno uważali ich za szczęśliwców i zastanawiali się jak oni to sobie załatwili na tym bezludziu jakim płyneliśmy ;-) Na miejscu jak zwykle rozbiliśmy nasze namioty.

To zdjęcie przedstawia sprawców całego zamieszania - organizatorów spływu Krzysztofa Borowskiego i Stanisława Pieniążka - to przez nich bolały mnie ramiona, zrobił mi się pęcherz na dłoni, codziennie rano wstawałem o 7 z bólem głowy od napojów (pomińmy jakich) z dnia poprzedniego, żyłem na bakier z higieną, odwykłem od cywilizacji.
Pośród atrakcji tego wieczora był sękacz (niestety rozładowane baterie w aparacie nie pozwoliły mi na zrobienie zdjęć). Nigdy nie jadłem sękacza. Kiedyś usłyszałem, że jest przerażliwie słodki i to mnie zniechęciło. Okazało się, że nie jest taki słodki i smakuje podobnie jak ciasto biszkoptowe. Do atrakcji wieczoru należy zaliczyć gawędę wygłoszoną w lokalnym dialekcie przez uczestnika spływu - tylko nie pamiętam już, czy to był Kuba, czy Tomek. Gawęda była zrozumiała poza niektórymi słowami, których już nie pamiętam, a które brzmiały bardzo malowniczo. Anna Feltynowska dołożyła jeszcze wykład o historii okolicznych ziem. Wieczór spędziliśmy więc i przyjemnie i pożytecznie. Obok biwaku mieliśmy małą stadninę. W czasie naszego pobytu konie były uczone wchodzenia do wody - to był niezapomniany widok.

Strona 1 2 3 4 5 6

Pomocnik
Warto wiedzieć
Imię i Nazwisko
Krewni
Badania Własne
Księga Gości
Gen-Wieści
Kontakt